top of page
Szukaj

O ILUSTRACJI W KSIĄŻCE OBRAZKOWEJ- LISA AISATO

  • Zdjęcie autora: Malwina Piedo
    Malwina Piedo
  • 16 gru 2015
  • 7 minut(y) czytania

Literatura dziecięca jest tematem, który zawsze będzie stanowił pole do odkrywania nowych możliwości, zarówno literackich jak i ilustratorskich. Swoja uwagę skupiam na obrazie, który w znaczący sposób uaktywnia ludzką wyobraźnie kierowaną tekstem. W jednym z tematów omawianych na stronie załączyłam swoją pracę magisterską, która nawiązywała do książki obrazkowej w Polsce. Praca nie była w efekcie tym, co pragnęłam napisać ale tak to już bywa jeżeli jest się kierowanym przez kogoś, kto ma inną wizję od naszej. W swojej pracy praktycznie „musnęłam” tematu sztuki obrazu, gdyż całą uwagę przeniosłam na rynek polskiej książki obrazkowej. Pomimo tego, że praca została napisana, zaakceptowana i można byłoby uznać temat za zamknięty, to moje przekonanie wciąż podsuwa mi znaki zapytania odnośnie ilustracji. Mnogość ilustratorów i technik jakimi się posługują w swoich pracach otwiera przestrzeń wartą zbadania. Dla mnie jako artystki jest to temat inspirujący do tworzenia własnych prac. Jestem na etapie poszukiwania tego co bym chciała, tego czym bym się posługiwała oraz tego co przyniesie mi spełnienie w branży ilustratorstwa.


Ilustrator to nie tylko artysta. To może być każdy z nas. Nie potrzebujemy do tego szkoły artystycznej, ale też nie mogę powiedzieć, ze ilustratorem może być osoba bez jakiegokolwiek pojęcia i zmysłu artystycznego. Obecnie na rynku można spotkać multum „kiczowatych” ilustracji, nie wnoszących nic pozytywnego. Ilustracja musi uczyć, rozwijać, pobudzać . Nie ważne w jakim wieku jest odbiorca. Obraz ma być furtką do wyobraźni. Jestem w grupie osób, które uważają, że w książce dla dzieci obraz współgra z tekstem, a nie że stanowi jego odrębność. Obraz musi być dopowiedzeniem tekstu, gdyż wtedy poszerzamy pole dla wyobraźni odbiorcy. Obraz powinien dopasować się pod tekst zarówno tematycznie jak i technicznie. Ilustrator powinien dobierać odpowiednie techniki dla wieku odbiorcy, ale niekoniecznie zamykać odbiór dla starszych czy młodszych. Owszem, książki posiadające obrazy zaskakują zarówno młodych jak i starszych czytelników. Cieszą oko każdego i powinny otwierać wyobraźnie wszystkim.


Temat odbioru ilustracji jest tematem podzielnym. Jedni uważają, że wiek odbiorcy posiada znacząca rolę w zrozumieniu ilustracji. Teoria ta szczególnie zakorzeniła się wśród grona psychologów i pedagogów, którzy badają rozwój ludzkiej psychiki począwszy od narodzin. Prawdą jest, że w różnym wieku widzimy inaczej, coś innego przykuwa naszą uwagę, inaczej interpretujemy kolory, kształty. Dlatego też w księgarniach mamy podział dla książki dla dzieci o różnym wieku. Z mojej obserwacji podział ten figuruje głównie w wieku młodzieńczym ze szczególnym naciskiem na wiek od 2 do 15 lat. Książki dla najmłodszych poruszają tematykę edukacyjną, poznawczą, dlatego najczęściej znajdziemy książeczki pełne ilustracji odnoszących się do poznawania kolorów, kształtów, zwierząt itd. Z czasem tematyka zaczyna się poszerzać o role społeczne i ich realizacje, a także o wartości i poprawne schematy zachowań. Książki te przygotowują do wejścia w dany krąg kulturowy. Poruszając ten temat przytoczę pewną sytuację. Pracując w księgarni przyszedł klient, który z pochodzenia był Arabem. W Polsce mieszka od paru lat. Ma żonę Polkę i świetnego syna w wieku ok. 8 lat. Pełen fascynacji (ojciec) przeglądał różne książki, które odpowiednio selekcjonował i te, które uznał za poprawne podawał synowi do ręki. W pewnym momencie poprosił mnie o polecenie topowych pozycji dla syna. Był to czas, kiedy na rynek jak grzyby po deszczu weszły publikacje „Mikołajka”. Każdy pragnął je mieć, każdą część. Pomyślałam, że będzie to ciekawa książka dla młodego, energicznego chłopca, który jak nie trudno było zauważyć, nie był zbyt posłuszny ojcu. Taki mały urwis. Książka mogłaby zainteresować chłopca, a także pokazać mu co jest poprawne, a co nie. Ojciec przejrzał egzemplarz i go zakupił. Minęły może dwa dni jak niezadowolony ojciec powrócił z wielkimi pretensjami dotyczącymi treści książki. Według niego i jego kultury pewne tematy nie powinny zaistnieć w książkach dla młodego odbiorcy. Zwrócił książkę i zafundował chłopcu pięknie wydaną serię o Muminkach. Ta małą różnica kulturowa w znaczący sposób zadecydowała o atrakcyjności dla potencjalnego odbiorcy.


Druga teoria ukazała mi się podczas wywiadu ze znanym ilustratorem, projektantem książek panem Danielem Mizielińskim. Zadałam mu pytanie o wiek odbiorców jego dzieł, wspomniałam o tym psychologicznym poróżnieniu. Stanowczo odciął się od tego rozumienia sprawy. Uznał, że wiek odbiorców nie odgrywa żadnej roli. Jego dzieła są podziwiane zarówno przez młodych jak i starszych czytelników, co ukazuje szerokie pole interpretacji.


Reasumując te dwie historie nie jestem w stanie podpisać się pod żadną z nich. Każda jest poprawna, jednak nie zawsze i nie w każdej sytuacji. Uważam, że dostając zlecenie na zilustrowanie książki z góry mamy określone dla kogo ta książka jest, co jednak nie wyklucza, że i grupie poza wytyczną książka wpadnie do gustu. Jeśli już posiadamy ramę, a także stały nadzór wydawców musimy jako ilustratorzy w pewnym momencie się ugiąć i robić tak jak nam nakazano. Nie oznacza to, że nie posiadamy własnej wizji, twórczej inwencji, ale prawdą jest, że często musimy ją konsultować z kimś nad nami. Gdyby jednak pominąć ten fakt i wyobrazić sobie, że nie ma nikogo nad nami, że nie ma ostro wytyczonych kierunków, że nie ma wszystkich sznurków naciągających rynek książek obrazkowych, to wtedy otwiera się przed nami idyllaa ilustratorska. Gdybym to ja była w takiej sytuacji:

  1. Określiłabym cel książki- czy ma uczyć, bawić, a może pobudzić wyobraźnię i przenosić w inne światy;

  2. Wzięłabym pod uwagę wiek potencjalnego odbiorcy ale nie zamknęłabym się w wytycznych dla tego wieku, starałabym się postąpić krok dalej i poszerzyć pole odbioru, zarówno w prezentacji tematów jak i w technice wykonania;

  3. Chciałabym stworzyć azyl dla czytelników w innym wieku, gdyż należy pamiętać, że różne rzeczy różnie odbieramy w różnym wieku. Przykładem może być sytuacja, gdy matka czyta dziecku jakąś ilustrowaną bajkę. Dziecko słucha tekstu, uruchamia wyobraźnie, która kierowana jest przez obraz na stronie obok, buduje swoją wizję, dopowiada sobie. Matka z kolei, jako doświadczony odbiorca, widząca inaczej, jest w stanie dopowiedzieć dziecku więcej, np. na temat techniki wykonania, na temat kreski, koloru. Ciekawym sposobem na ten typ relacji odbiorców są „ picture booki” typu „Miasteczko Mamoko” lub „Lato na ulicy Czereśniowej”, gdzie za każdym razem kiedy otwieramy książkę jesteśmy w stanie inaczej ją odczytać.


W obecnej sytuacji, licząc na moment szczęścia, możemy spróbować napisać i zilustrować książkę licząc , że jakieś wydawnictwo nam je wyda. Taka forma twórczości jest znacznie przyjemniejsza niż ta opisywana wyżej, kiedy trzeba zmieniać koncepcje, styl itd., po to aby się komuś przypodobać.


W moim mniemaniu na drodze ku poszerzaniu książek obrazkowych o różnych tematach stoi kultura oraz ustrój w danym państwie. Tematy książek SA narzucane w taki sposób aby uaktywniły w społeczeństwie pewne wzorce zachowań. Pamiętamy sytuacje za czasów komuny, kiedy nie wolno było poruszać różnych tematów. Kto by pomyślał, że w Polsce dalej coś takiego mamy. Otóż tak. Gdyby się przyjrzeć dokładnie rynkowi książki w Polsce z łatwością rzuci nam się w oczy fakt, że co krok napotykamy ilustracje „disnejowskie”, które uznawane są powszechnie za kicz. Od dawna jest też faktem, że Polacy kochają wszystko co jest kiczem. Za przykład mogą posłużyć bibeloty, porcelanowe figurki, jarmarki z pamiątkami, które niczemu nie służą poza samym faktem, że je kupiliśmy i postawiliśmy w gablotce za szklanymi drzwiczkami. To samo dzieje się z ilustracjami w stylu Disneya. Są tak powszechne, że przestały być oceniane w kategorii koloru czy kreski, bo wszystkie wyglądają tak samo, przedstawiają jedynie inne postacie czy scenerie. Książki z takimi ilustracjami są zazwyczaj bardzo tanie i możemy je spotkać dosłownie wszędzie, nawet w wielkich marketach. Zgoda na rozpowszechnianie tego typu „pseudo sztuki” z pewnością musi mieć coś na celu, sama nie wiem, może ogłupienie społeczeństwa. Sprowadzenie nas do poziomu prostaków nie mających rozumów. Ważnym faktem jest też to, że takie książki są wydawane przez firmy, które w większym czy mniejszym stopniu są zależne od Ministerstwa Kultury. Obecnie w Polsce posiadamy wydawnictwa prywatne, dzięki którym książka obrazkowa daje poznać się z cudownej strony. Ale co z tego, skoro wszystkie książki są adresowane do społeczeństwa, a niestety większość z nas nie potrafi rozróżnić książki wartościowej od kiczu. Brakuje edukacji na ten temat. Zadaliście sobie kiedyś pytanie dlaczego niektóre książki stoją na witrynie księgarni a inne, wydane w tym samym czasie, leżą wciśnięte gdzieś głęboko w półki? Myślę, ze nie muszę odpowiadać na to pytanie. Ogólnie ciężka sprawa.


W Polsce mamy wielu wspaniałych ilustratorów i jeszcze więcej ludzi, którzy chcą ilustrować. Rynek tworzy swoje przeszkody ale ogólnie wszyscy dążymy do tego aby Ci, co są warci zostali zauważeni, czego dowodem są liczne nagrody dla polskich ilustratorów na arenie międzynarodowej. Mamy swoje przeszkody tematyczne , choćby temat śmierci, który w literaturze dla dzieci w krajach skandynawskich jest naturalnym motywem. W Polsce niestety kultura ociężale to przyjmuje.Mimo wszystkich „obelg”, które wytoczyłam odnośnie rynku ilustracji w Polsce, widzę, że coś się powoli zmienia i zmieniać się nie przestanie, gdyż zwyczajowo wzorujemy się na „Zachodzie”. Ważne jest tylko aby zachować dystans w tym naśladowaniu i dążyć do wizualizacji naszej kultury w pozytywnym sensie.



Idąc tym szlakiem, jako początkująca ilustratorka, amatorka, zainteresowałam się twórczością norweskiej pisarki, ilustratorki i malarki Lisy Aisato.


Lisa Aisato N’jie Solberg urodziła się w 1981 roku jako córka Norweżki i Gambijczyka. Wychowała się w Norwegii i tam też skończyła studia artystyczne w Oslo. Edukację pobierała również w Nowym Yorku. Jej styl rozwijał się z czasem. Początkowe prace wykonywane były przy użyciu ołówka i kredy, co tworzyło charakterystyczny delikatny, pastelowy wyraz. Obecnie Lisa używa technik mieszanych, do wcześniejszych narzędzi dodała atrament i gwasz oraz obróbkę cyfrową w Photoshopie. Najczęściej jako podłoża używa płótna. Efekt rozpryskiwanej wody uzyskuje przy pomocy szczoteczki do zębów, a światło w obrazie tworzy używając białej farby akrylowej. Przedstawiane postacie są specyficznie zdeformowane, karykaturalne. Jej styl jest niepowtarzalny, o surrealistycznym wydźwięku. Świetna kreska, genialna umiejętność charakterystyki, a nawet groteskowe przedstawianie postaci stanowią o jej artyzmie. Intensywność kolorystyczna jej dzieł oraz odwzorowywanie faktur pozwala na głębszy odbiór prezentowanej treści. Jej styl ma charakterystyczny język wizualny, wyróżniający się spośród norweskich książek obrazkowych.


Na swoim koncie posiada kilka książek autorskich, np. Odd er et egg, lub Fugl. W jej twórczości etap pracy przebiega od obrazu do słowa. Czasem jedna ilustracja stanowi pretekst do historii. Współpracuje także z innymi autorami, czego efektem jest kilkanaście publikacji, a miedzy nimi seria książek o Tambarze z 2010 roku. Wielokrotnie była nominowana do różnych nagród, np. do norweskiej Nagrody Krytyków za książkę Odd er et egg. W 2014 roku stworzyła przecudowną książkę, pt. En fisk til Luna, który zarówno swoją treścią, formą jak i ilustracjami przyczyniła się do kolejnej nominacji wyżej wspomnianej Nagrody Krytyków.

Zapisz

 
 
 
Wyróżnione posty
Ostatnie posty
Archiwum
bottom of page